35-letni Michał Przysiężny podczas turnieju Sopot Open planuje zakończyć karierę

0
1168
Wrocław, 05.03.2017. Polak Michał Przysiężyny w pojedynku z Austriakiem Jurgenem Melzerem w finale tenisowego turnieju kategorii ATP Challenger Tour - Wrocław Open, 5 bm. w hali Orbita we Wrocławiu. Melzer zwyciężył 6:4, 6:3. (mk/dw) PAP/Maciej Kulczyński

„Będzie to dla mnie dziwny turniej, ale grając zawodowo przez prawie 18 lat miałem świadomość, że kiedyś przyjdzie mi po raz ostatni wyjść na kort. U progu kariery nie wymyśliłem sobie, że zakończę ją właśnie Sopocie, bo na taki pomysł, biorąc pod uwagę termin i miejsce, wpadłem niedawno. Poprosiłem dyrektora imprezy Mariusza Fyrstenberga o +dziką kartę+ i chciałbym mu podziękować, że mi ją przyznał” – zaznaczył.

Przysiężny podkreśla, że Sopot to szczególne miejsce nie tylko dla niego, ale i dla wielu polskich tenisistów jego pokolenia.

„Na początku XXI wieku odbywał się w tym mieście turniej, w którym mieliśmy możliwość rywalizacji z najlepszymi zawodnikami na świecie, ale nie tylko aspekt sportowy decydował o jego wyjątkowości. Uwielbialiśmy przyjeżdżać do Sopotu, bo zawsze była tam świetna atmosfera i super pogoda. To był rewelacyjny turniej. Ja darzę go dodatkowym sentymentem, bo udało mi się, jako pierwszemu Polakowi po Fibaku, awansować do ćwierćfinału tej rangi zawodów” – dodał.

35-letni tenisista zdecydował się zakończyć karierę ze względu na problemy zdrowotne.

„Po operacji ścięgna Achillesa nie grałem przez 1,5 roku i w tym czasie, przez osiem miesięcy, pomagałem Carolinie Wozniacki. Spróbowałem wrócić na kort, jednak to już nie było to samo co przed zabiegiem. Ostatni turniej rozegrałem pod koniec marca i znowu miałem trwającą trzy miesiące przerwę. Miesiąc temu wznowiłem treningi, ale zdrowie szwankuje, zatem postanowiłem powiedzieć – pas.” – przyznał.

Przysiężny zdradził, że w przypadku triumfu w Sopot Open zapewne zdecydowałby się kontynuować karierę. (PAP)

md/ af/